blogWitam, miałam dzisiaj chwilę poczytać wpisy osób opisujących swoje przeżycia związane ze stażem i pracą w aptece i poczułam potrzebę podzielenia się moją historią. 1 października minie 8 lat jak pracuję jako technik farmaceutyczny. Przez większość czasu uwielbiałam moją praę.

Przez większość czasu uwielbiałam moją pracę. Staż odbywałam w małej, osiedlowej, rodzinnej aptece. Było mi tam dobrze. Receptury uczyła mnie emerytowana pani magister, która wiedziała dosłownie WSZYSTKO. Pracy za pierwszym stołem uczyłam się od syna właścicielki – magistra farmacji. Szybko okazało się, że chłonę wiedzę i jestem zainteresowana pracą bardziej niż inni pracownicy. Z czasem zaczęłam zamawiać towar, wprowadzać go, opłacać dostawców, w drugim roku stażu szkoliłam stażystów-magistrów z pracy w recepturze. Nie przeszkadzał mi taki natłok pracy, ja to po prostu lubiłam. Niestety jak to z małymi aptekami bywa, z biegiem czasu pacjentów zrobiło się coraz mniej (w moim mieście są dwie mega tanie apteki, które “pozamiatały” wszystko). Po zakończeniu stażu przeszłam więc na pracę na pół etatu i rozpoczęłam studia dzienne. Dzięki wypracowanym z kierownictwem relacjom mogłam dostosować godziny pracy do zajęć na uczelni. Często zdarzało się że po wykładzie jechałam do apteki, a następnie wracałam na laboratoria. To również mi nie przeszkadzało – przecież sama tak wybrałam. Skończyłam studia i chciałam czegoś więcej. Nadszedł w moim życiu taki moment, kiedy oprócz satysfakcji z pracy zaczęły liczyć się pieniądze. W tej aptece szefowa nie mogła mi już nic więcej zaoferować. Odeszłam, po równo 7 latach pracy. W dobrych relacjach, jednak z nutą rozgoryczenia ze strony szefowej że ją zostawiam. Za mną prawie rok w nowej aptece. W zupełnie innej części miasta, położonej przy dwóch przychodniach lekarza rodzinnego i przy przychodni specjalistycznej. Jest to apteka, gdzie szefowa bardzo dba o jakość usług i ceny. Pacjentów jest więcej niż w poprzedniej aptece.. ale.. no właśnie. Jest pewne ALE. Apteka jest trochę na zasadach franczyzy. Mam tutaj przykasówki, tajemnicznych pacjentów, mnóstwo firm które mamy zrobić w kontrakcie na pewne kwoty. Muszę przyznać, że przez ten niemal rok moja pasja do tej pracy zmalała prawie do 0. Gdy słyszę ciągle, że mam coś sprzedać, albo dlaczego poleciłam taki a nie inny preparat.. to robi mi się tak po ludzku przykro. Moja praca to męczarnia. Są dni kiedy mam ochotę uciec. Monitoring, ciągłe kontrole i sprawdzanie moich sprzedaży ni jak się ma do pracy w aptece, gdzie liczy się dobro pacjenta. Czuję, jakby chodziło tutaj tylko o to, aby “ten tajemniczy pacjent” dał wysoką notę aptece. Z drugiej jednak strony, wiem, że nie wróciłabym do poprzedniej apteki, ponieważ nie byłabym w stanie się utrzymać. Tak oto pasja, chęć pomocy i oddanie zamieniają się powoli.. no właśnie sama nie wiem w co.
Technik farmaceutyczny – wszystko o egzaminie